Historia Dawida

Jedna żona, troje dzieci, cztery koty. Dom, stabilna, rozwijająca praca w banku, ciekawe pasje – fotografia, gry i nowe technologie. I nagle ta informacja… – wspomina Dawid Wolski z Kłodawy.

W październiku 2024 r., po wielu badaniach lekarze odkryli, że mam raka z przerzutami. I tych przerzutów było tak dużo, że trudno było określić miejsce, gdzie rak się „wykluł”. Operacja była niemożliwa. Przeszedłem 35 sesji radioterapii i chemioterapię. Później, z notatek, zapisków i relacji, które robiłem i zbierałem podczas leczenia, przy pomocy AI przygotowałem specjalny e-book dla pacjentów: „Jak pokonać raka i wrócić do życia”. A testament…?

Podczas leczenia uznałem, że czas na gruntowne porządki. Spłaciłem hipotekę za dom, posegregowałem dokumenty, pokazałem żonie gdzie są papiery związane z naszym bezpiecznym funkcjonowaniem. Dyskutowałem też wtedy w social mediach z Jarosławem Grzechnikiem (NESTOR Consulting), który zajmuje się także sprawami sukcesji. I tak „wypłynął” temat testamentu. Uznałem, że warto go mieć, ale już ze spisaniem dokumentu zwlekałem.

A potem pojawiły się takie „znaki”, które mi „mówiły”: stary, weź się w garść i napisz ten testament… A to spacerując po szpitalu dotarłem pod drzwi z napisem: KANCELARIA. Byłem pewny, że notarialna, a to był… sekretariat. A to wziąłem udział w warsztatach, gdzie był temat testamentów. Potem odeszła moja przyjaciółka, która żyła z rakiem dłużej, niż ja, a jej partner miał duże kłopoty, bo testamentu nie spisała. Odszedł też niespodziewanie mój kolega, a jego rodzina załatwiała formalności spadkowe bardzo długo, bo kolega testamentu nie zostawił. Ostateczne impulsy były dwa: udar mojego taty (rodzice testamentów nie spisali, a tata już nie jest w stanie tego zrobić…) oraz… niepokojące wyniki moich ostatnich badań i związane z nimi obawy lekarzy dotyczące dalszej diagnostyki.

Porozmawialiśmy więc z żoną z dziećmi. Jak zawsze – otwarcie. Przyjęły to spokojnie. Potem spisaliśmy u notariusza tzw. testamenty wzajemne i zarejestrowaliśmy je w Notarialnym Rejestrze Testamentów. A po wyjściu z kancelarii poczuliśmy ulgę i… zaskoczenie: ale to już? Bo spisanie testamentu przypomina proces projektowy. Masz cel, robisz plan, sprawdzasz zasoby, robisz listę rzeczy do załatwienia i realizujesz. Tylko, że na koniec jesteś zdziwiony, że finał tego procesu to tylko… 20 minut przy biurku notariusza.

A czy Ty masz już testament?
Dopiero spisujesz ten dokument?
Zapisz więc w nim także Dobro, które Trwa!

Uwzględnij w testamencie także zapis na rzecz rzetelnych, transparentnych organizacji pozarządowych, które tworzą dobrą przyszłość dla nas wszystkich! Kliknij TUTAJ i poznaj organizacje, którym warto zaufać!